Cuda natury


Sławek Mrozek i Paź królowej czyli 1 gatunek – 3 lata – kilkaset zdjęć – ...i 3 nagroda

Jak się łapie motyla, ale tak by nie połamać mu skrzydeł, ani też nie zetrzeć odrobiny pyłku? Tylko obiektywem. Nie tak łatwo zobaczyć pazia królowej, choć do niedawna to był codzienny, normalny widok. Dziś już coraz rzadszy, prawie egzotyczny. Ale prawie każdy z nas choć raz widział ten gatunek, rozpoznawalny nawet przez kompletnych amatorów. Natomiast niewielu, właściwie tylko wybrani mieli okazję (i szczęście) obserwować jak ten motyl przychodzi na świat, czyli wydobywa się z poczwarki, powoli prostuje skrzydła i następnie ulatuje w słońce. JAK SIĘ TO ROBI? Długo i powoli. Najpierw trzeba zdobyć wiedzę o obyczajach pazia królowej – śledzić, obserwować tego motyla w jego środowisku naturalnym. Niełatwo o taki biotop, choć jego rośliny żywicielskie to często spotykane rośliny baldaszkowate: dzika i ogrodowa marchew, koper, biedrzeńca, kminek, pietruszka, a gąsienice dość często są spotykane na przydomowych ogródkach. Ale trzeba je rozpoznać i pilnie śledzić co się tam dzieje. Cierpliwość MOŻE (nie musi) zostać nagrodzona. Sławek Mrozek ma to szczęście, że na stałe mieszka w regionie świętokrzyskim, który jest istnym „owadzim El Dorado”. Przyłapał pazia podczas składania jaj. I wtedy się zaczęła realizacja "makro -fotoreportażu". SM: „ - Po kilkunastu dniach wylęgają się gąsienice, które intensywnie żerują. Co kilka dni musiałem je odwiedzać, sprawdzać co się z nimi dzieje i dokumentować wzrost. Rosną dość szybko i po ok. 1,5 m-ca zamieniają się w poczwarkę. Natomiast, żeby uchwycić moment wyjścia motyla z poczwarki musiałem czekać całą zimę aż do wiosny, bo to było akurat pokolenie zimujące. Pierwszej wiosny niestety nie udało mi się zrobić ujęcia z samych narodzin, gdyż poczwarki zostały zjedzone przez ptaki. Natura! Na koleją szansę musiałem czekać aż rok. Przyszedł nowy sezon, pojawiły się nowe jaja, dorodne gąsienice i w końcu poczwarki, ale też nie było łatwo, gdyż tak się złożyło, że wszystkie obserwowane poczwarki nowonarodzone motyle opuszczały jeszcze w nocy. Rano jeden, drugi i trzeci motyl był na swoim miejscu, ale już w pełni gotowy do lotu! A ja chciałem uchwycić ten moment, kiedy właśnie delikatny, barwny osobnik wychodzi z pancerza poczwarki. Prób o świcie było sporo, ale w końcu- w końcu udało mi się jednak być przy narodzinach jednego, jedynego pazia. Akurat przyszedł jego czas, właśnie ten moment, na który tak długo polowałem i właśnie przy mnie, na moich oczach postanowił opuścić swój ciasny "domek". Jedno ze zdjęć przedstawia poczwarkę na chwilę przed wyjściem ze skorupy poczwarki. Widać dokładnie zwinięte jeszcze skrzydła. Po wyjściu rozpoczął się żmudny proces pompowania i suszenia skrzydeł. W końcu zobaczyłem Wielki Finał – jak w pełni ukształtowany, piękne ubarwiony paź królowej siedzi obok poczwarki, już gotów do lotu. To było fascynujące widowisko, cały spektakl! Dobrze, że miałem sprzęt w gotowości i wreszcie udało się uwiecznić ten upragniony moment i skompletować poprzedzające go poszczególne etapy narodzin, zrobić cały fotoreportaż z narodzin samego pazia królowej. Nawiasem mówiąc chociaż wydaje się, że oglądamy wciąż tego samego owada, to jednak na każdej klatce znajduje się inna gąsienica. Finalne ujęcie zostało nagrodzone na konkursach fotograficznych, ale dla mnie największą nagrodą było to, że mogłem zobaczyć takie widowisko."

Tekst Arkadiusz Szaraniec

up